panna monroe

14.12.2011 :: 11:14 |Komentuj (5)
Ten cholerny dom zawsze tak na mnie dzialal. Moze to przez to, ze ma mala powierzchnie, a male powierzchnie dziela mi mozg na osobne szufladeczki i nie jestem w stanie go ogarnac w calosci dopoki nie wyjde i nie pojde w miejsce, gdzie nie ma scian w ogole. A moze wcale nie i moze to raczej przez to, ze jest w nim ciemno. Bo ciemno jest zawsze, a teraz jeszcze ciemniej, gdyz sie rozdupczyla roleta zewnetrzna i sobie opadla i robi mi z dnia noc. A panowie fachowcy mowia juz od tygodnia, ze nastepnego dnia na pewno znajda troche czasu, przyjada i naprawia. Ale nie przyjezdzaja i nie naprawiaja, a ja siedze w ciemnosciach i w ciemnosciach przezuwam swoje zle sie czucie, swoje coraz gorzej sie czucie z bezsennosci w spiaczke, w totalne lenistwo.

Chociaz, kiedys przeciez tez tutaj mieszkalam i nie bylo az tak zle. Nie bylo takze dobrze, no ale jednak. Moze ma to cos wspolnego z tym, ze w gimnazjum potrafilam gadac po angielsku lepiej niz teraz oraz tym, ze kiedy wrocilam juz z lekcji oraz sksu lub basenu oraz zajec dodatkowych, to potrafilam jeszcze rozwiazac 20 zadan z matematyki, napisac wypracowanie oraz opowiadanie. Potem bylo juz coraz gorzej i po dowleczeniu sie do domu z lo, to juz raczej tylko pilam kawe i czytalam ksiazki. A teraz? Teraz przez caly dzien potrafie ugotowac obiad, isc na spacer z psem i nalozyc odzywke na wlosy. I czuje sie jak mistrz nad mistrze, gdy pocwicze 40 minut. Im dluzej to trwa, tym gorzej jest ze mna. I wiem, ze jesli szybko (mam na mysli SZYBKO) nic z tym nei zrobie, to skonczy sie bardzo zle. W zeszlym roku juz bylam bardzo bliziutko tego zle, ale w ostatniej chwili udalo mi sie wyjechac do opola, dostac staz i otrzasnac sie troszke. W malenkim pokoju, w ktorym jednak bylo zawsze cholernie jasno.

Dobrze, ze nie chce mi sie pisac notek w ogole, bo gdyby mi sie chcialo, to kazda bylaby o tym samym. Eh. W takim stanie lenistwa, kiedy sie nie zyje tylko wegetuje, najgorsze jest to, ze sie na zycie innych patrzy. I sie obserwuje oraz (ze wzgledu na to, ze sie w nim nie uczestniczy absolutnie) zauwazyc mozna, jak to wszystko wyglada naprawde. I im dluzej sie obserwuje, tym mniejsza ma sie ochote na to, zeby sie wlaczyc do gry i tez biegac w te i z powrotem, starac sie, zabiegac, szukac pracy, tworzyc zwiazki, imprezowac. Poza tym, kiedy jest sie sam na sam z soba przez dlugi czas, to sie zaczyna siebie traktowac jak nielubianego znajomego. I jak taki nielubiany znajomy sie na przyklad wywali na ulicy, to sie nie mysli- ojej, co za niezdara z ciebie, tylko sie mysli- dobrze ci tak suko, moglas jeszcze kark skrecic, taki glupi wypadek, to byloby podobne do ciebie. A moze tak sie nie dzieje wcale zawsze, tylko tak sie dzieje w moim przypadku. Tego nie wiem, bo jestem tylko soba.

Zauwazcie, ze w tej notce nie ma ani jednego zarciku. Bo zartowac tez mi sie juz odechcialo.
I w ogole, znalazlam taki cytat, ktory kiedys juz wklejalam chyba, ale teraz tez sie wpasuje zajebiscie: " wstałem i poszedłem do łazienki. nie miałem ochoty patrzeć w lustro, ale spojrzałem. zobaczyłem na swojej twarzy przygnębienie i wyraz rezygnacji. wielkie ciemne wory pod oczami. pod małymi, tchorzliwymi oczkami, jak u szczura, kurwa, schwytanego przez kota. moja skora wygladała tak, jakby przestala sie starac. jakby byla zdegustowana tym, że nalezy do mnie. [...] wygladalem obrzydliwie. [...] jestesmy obrzydliwi, skazani na swoją nedzna egzystencje. jemy, pierdzimy, drapiemy się, usmiechamy i obchodzimy swieta."

27.11.2011 :: 23:32 |Komentuj (6)
poniewaz zniecheca mnie moja stagnacja, postanowilam zrobic z siebie murzyna i tyrac na praktykach. zeby mi sie nie nudzilo, wybralam od razu dwie. nie bede sie ograniczac! dzis mam ostatni dzien wolnosci, bo jutro wstaje o 7 i zapieprzam do katowic, dlatego (poki nie musze pisac zadnych artykulow, recenzji i reportazy) postanowilam napisac notke. w notce bede pierdzielic glupoty oraz narzekac, jesli wiec ktos ma juz dosyc tego typu historii na tym blogu, niech lepiej nie czyta dalej.

zacznijmy od glupot (bo to wychodzi mi najlepiej). mianowicie, chcialam oznajmic, ze moja depresja przybrala juz rozmiary kataklizmu nie do ignorowania. oznacza to, ze procz objawikow, do ktorych jestem przyzwyczajona jak rosjanin do codziennej porcji spirytusu, musze sie mierzyc takze z zupelnie nowymi, ktore mnie zaskakuja nieziemsko. najbardziej uciazliwym z nich jest bezsennosc, ktora meczy mnie juz od tygodnia. w ciagu doby z wielkim trudem oraz z licznymi przerwmi udaje mi sie przespac co najwyzej 3 godziny. a kiedy juz zasne, to snia mi sie rozne glupoty przeokrutne, ktore potem sprawdzam w senniku. to znaczy, sprawdzam w nim zapamietane szczegoly kompletnie irracjonalnych snow o wojnach, kataklizmach, gwaltach, mordach i piekle. czyli najczesciej sprawdzam, co takiego oznacza gubienie butow lub tez chodzenie boso i szukanie butow. dzisiaj dla odmiany sprawdzilam natomiast pozyczanie butow. szkoda, ze senniki sa takie lakoniczne i nie mowia nic o snie dotyczacym pozyczania buta w rozmiarze 41, ktory nastepnie oskazuje sie jednak dobry na stope 39. niemoznosc sprawdzenia tego tak mnie irytuje, a sam problem tak strasznie strasznie frapuje, ze z nerwow az nie moge spac. przez niemoznosc spania z kolei denerwuje sie jeszcze bardziej i przez te nerwy tym bardziej nie moge spac. i tak dalej. oraz dalej.

w kazym razie, nieco naciagajac oraz nadinterpretujac fakty, mozemy stwierdzic, ze moja glowa mowi mi, ze spotkam bratnia dusze oraz bede miec malenkie sukcesy w biznesie. o, to super, z pewnoscia tak bedzie! oczywiscie pod warunkiem, ze wczesniej nie wykonczy mnie przesypianie 3 godzin na dobe. a jesli jednak mnie wykonczy, to moze, hoho, zrobie zajebisty interes po smierci. mam nadzieje, ze w przyszlym zyciu, bo wolalabym, by nie chodzilo o to, ze ktos sprzeda moje organy i zyska dzieki temu sporo gotowki, albo tez sprzeda moje zwloki burdelowi dla nekrofilow. o ile taki istnieje. zapewne nie istnieje. no coz, moze to jest wlasnie ten pomysl na biznes, ktory powinnam robic, by odniesc w nim sukces oraz znalezc bratnia dusze w postaci tworczego i przystojnego nekrofila. wiem, wiem, niezwykle dowcipna jestem.

poza tym, do cholery, rosnie mi kupka wiadomosci i smsow na ktore powinnam odpowiedziec, ale nie moge sie zmusic. nie wiem, to pewnie kolejny objaw depresji, bo coz innego jest przyczyna tego, ze na mila i fajna wiadomosc od znajomego odpowiadam po dwoch tygodniach albo wcale? no przeciez nie moje lenistwo, to z pewnoscia jest jednak jakas choroba. nie wiem tylko, czemu ta choroba nie dziala w innych sferach zycia i nie powstrzymuje mnie przed kompulsywnym sprzataniem pokoju, pichceniem obiadow, pieczeniem ciasteczek i malowaniem biurek, sprawia za to, ze wyciszam telefon i udaje, ze mnie nie ma nigdzie. i niestety nie moge rozmawiac. z nikim, absolutnie! nie moge sie tez spotykac, to tym bardziej! chociaz przyznaje, ze czasami staje przed lustrem i mowie sama do siebie: no kiniu, musisz nawiazac kontakt z jakims czlowiekiem. koniecznie. bierz wiec ten przeklety telefon i powiedz, ze sie chetnie spotkasz, albo ze pojdziesz na impreze. albo chociaz zadzwon i pogadaj o pierdolach, no juz! albo sobie robie liste: napisac ten i ten list motywacyjny, przeczytac tyle a tyle stron ksiazki, a poza tym odpowiedziec na wiadomosc oraz wyjsc z domu i pogadac z kims co najmniej raz. eh.


no, bylo juz pierdolenie glupot, zostalo jeszcze narzekanie. no wiec chcialam ponarzekac na to, ze jesli tak dralej pojdzie, to na glowie zostana mi dwa marne wlosy. i bede glupia, niekreatywna, bierna, niewyspana, z depresja, workami pod oczyma oraz lysa! odzywki nie pomagaja, skrzyp pity codziennie nie pomaga, oliwa wcierana we wlosy ni chuja. nie wiem wiec, co poczne! poza tym, moja matka zapytala mnie, po co gole cipke, skoro i tak jej nie uzywam. to pytanie dopelnia dramatyzmu dzisiejszej notki.

dodatkowo mialo byc po 6, a jest po 7
no to dzisiaj pobilam sama siebie, poniewaz dla odmiany nie spalam 3 godzin, tylko wcale. ale to w sumie nic dziwnego, bo zazwyczaj udaje mi sie zasnac dopiero ok 9, 10. tak, znowu sie zale. w kazdym razie, chcialam sie zwierzyc z tego, co jest najgorsze w bezsennosci. a mianowicie- w bezsennosci najgorsze jest to, ze kiedy sie lezy w lozku i przewraca z boku na bok, to nie mozna lezec ot tak, z pustka pod czaszka, tylko trzeba myslec. na poczatku calkiem niezle wychodzi ukladanie roznych historii, przypominanie sobie niezlych motywow z ksiazek oraz zastanawianie sie nad tym, czy kupic bluzeczke na allegro, czy tez przyjac do wiadomosci, ze sie nie ma kasy i spasowac. to myslenie nie jest takie najgorsze i nieszczegolnie meczy. ale po przekroczeniu pewnej granicy, gdzies miedzy 10obrotem z plecow na brzuch, zaczyna sie robic w glowie burdel. i czlowiek, czy tego chce, czy nie chce, zamienia sie w swojego wlasnego psychoterapeute, maglujacego po raz setny te same sprawy, analizujacego tysiac siedemsetny raz wciaz te same traumy i traumiki. czlowiek nie moze zbolec, ze zachowal sie tak czy siak w jakiejs ni chuja nie waznej sytuacji, ktora miala miejsce na ptrzyklad 5 lat temu, i o ktorej w normalnych okolicznosciach juz dawno by zapomnial. ale poniewaz nie ma normalnych okolicznosci, tylko jest cykliczna bezsennosc, to czlowiek nie zapomina, tylko sobie przypomina, magluje i sie samobiczuje, ze och ach, jak mogl byc tak glupi, nierozsadny, nierozwazny, naiwny, slepy, leniwy. to jest bardzo niezdrowe i bardzo denerwujace. ale jeszcze nie najgorsze. bo kiedy czlowiek nie moze spac wiele nocy pod rzad, to w koncu zaczyna mu brakowac tych wszystkich sytuacji traumatycznych. no i co taki biedak robi w zwiazku z tym? ano- biedak sobie sytuacje takie wymysla. tak, mowie serio. spedzam noce na analizowaniu tego, jaka BYLABYM glupia, nierozsadna, nierozwazna, naiwna i slepa w sytuacjach, ktore moglyby miec miejsce, ale wcale nie mialy. analizuje te wymyslone sytuacje, wczuwam sie niesamowicie, smieje sie sama z siebie i z rzeczy, ktore bym powiedziala gdyby oraz placze, bo to byloby takie straszne gdyby cos tam sie stalo lub nie stalo. no komedia, nie czeska tylko jugoslowianska (bo oczywiscie nie konczy sie happy endem! oraz nie przekazuje zadnych pokrzepiajacych prawd o zyciu!)

no to na razie. ide sobie, posluchac muzyki i wypic kawe.
02.11.2011 :: 20:46 |Komentuj (3)
W ciagu ostatnich dwoch dni czytalam forum wizaz.pl i obecnie czuje sie tak, jakbym miala kluchy zamiast mozgu. O boze. Mam dosc podkladow, pedzelkow, kremikow, ciuchow z zary i hm oraz modowych koszmarow w postaci legginsow i bluzek nie zakrywajacych tylka oraz tlusciochow wciskajacych sie w za male ciuchy (litosci, ile mozna pierniczyc o tym samym?). Czuje sie tak, jakbym zaliczyla powrot do czasow lo, kiedy to mialam czesto do czynienia z niewiastami dyskutujacymi przez cala lekcje o odzywkach do paznokci i nowym kremiku chanel. Oraz o tym, czy dzinsy za 6stow sa lepsze od tych za 3. Tyle tylko, ze wtedy sluchanie tych pierdol to byla koniecznosc, a teraz zrobilam to sobie na wlasne zyczenie, z nudow oraz frustracji faktem, ze nie chca mnie zatrudnic w kolejnym biurze podrozy, poniewaz nie mam doswiadczenia. Nic to, wylaczam kompa i zamierzam byc offline przez dluzszy czas oraz pobudzac swoje umierajace powoli neurony jak najintensywniej, bo niedlugo nie bedzie juz dla nich ratunku.
28.10.2011 :: 14:38 |Komentuj (0)
Zaczynam wariowac. Jakis czas temu do mojego pokoju weszla cyganka. Obudzilam sie nagle i zobaczylam ja w odleglosci metra od siebie, grzebiaca w szafkach. Wsciekla, wywalilam ja na zewnatrz, a dopiero potem przyszlo mi do glowy, ze przeciez mogla juz cos ukrasc. Zadzwonilam wiec na policje, a sama wyruszylam na poszukiwania. Po jakims czasie cyganka zostala zlapana, zidentyfikowana i przesluchana. Teraz czeka na rozprawe. A tymczasem sni mi sie, a wlasciwie pojawia gdzies na granicy jawy i snu, w momencie, kiedy sie budze. Szepce jakies swoje cyganskie zaklecia. I to jest bardzo dziwne, ale gdy pierwszy raz szeptala, moj ojciec pomylil butelke wody z butelka rozpuszczalnika i napil sie tego syfu. Jechalam wiec z nim o 1 w nocy na pogotowie, smiejac sie, ze to sprawa cyganki. Teraz znowu cyganicha mi sie snila i szeptala, a gdy sie obudzilam, okazalo sie, ze moj nowy telefon calkiem przestal dzialac. Mysle sobie, ze to bardzo zle, bo jesli ktos bedzie chcial zadzwonic, ze chce mnie zatrudnic, to ja nie odbiore. Mysle sobie, ze to wszystko jedno, bo i tak nikt do mnie nie dzwoni i nikt mnie nie chce zatrudniac. Dlatego tez siedze w domu i powoli zaczynam wariowac.

Nie jest to w moim przypadku zaden skomplikowany proces, bo wariowalam nieco takze i wczesniej, kiedy zylam sobie w miare milo i wychodzilam kiedy chcialam i spotykalam sie z ludzmi. Bo nigdy tego nie lubilam jakos bardzo. A teraz nie lubie wcale. Cos sie ze mna dzieje, nie mam ochoty rozmawiac nawet z najlepszymi przyjaciolmi ani z siostra. Moze dlatego ten telefon wysiadl, zebym juz nie musiala go odbierac. Siedze wiec i pisze te notke, majac lzy w oczach. I czekajac na to, az przysni mi sie rak albo jakis wypadek i cyganka szepczaca swoje zaklecia. Nie wiem po co o tym pisze, nie wiem tez po co o tym mysle. Ale mam glowe wypelniona tylko takimi myslami oraz powietrzem. Od tygodnia czytam cienka ksiazke marqueza i to jest az dziwne, jak malo mnie ona obchodzi (nawet w momencie, kiedy wlasnie czytam). Poza tym chodze do dentysty i on sie na mnie denerwuje, bo nie mowie mu, ze boli, kiedy boli. Musze sie bardzo skupiac, zeby zauwazyc, ze cos jest nie tak i ze czuje bol. To dziwne.

Nie tylko spotkania z ludzmi i ksiazki mnie juz nie obchodza. Filmy takze zaczely mnie juz nudzic. I muzyka. Ostatnia rzecz, jaka lubie, to plywanie. Lubie zamykac oczy, nurkowac i sluchac jak pod woda dziwnie bije mi serce. Ale koncza mi sie ostatnie pieniadze i juz wiecej nie bede plywac.

30.08.2011 :: 12:58 |Komentuj (1)
Gdyby ktos obserwowal, co nowego kupuje, moglby spokojnie na tej podstawie oceniac, w jakim aktualnie jestem humorze i co sie ze mna dzieje. I byloby to mniej wiecej cos takiego: ksiazki w ilosci hurtowej- kinia wlasnie jest szczesliwa jak jasna cholera, kosmetyki- dobrze jej sie wiedzie, ubrania- jest juz coraz gorzej, bielizna- zaraz podetnie sobie zyly, trzeba uwazac na biedactwo. Tak wiec chcialam wszem i wobec poinformowac, ze o ile lato zaczelam od zakupowego glodu ksiazek, obecnie kupuje tylko i wylacznie staniki. I wciaz chce mi sie plakac.

Chce mi sie plakac tym bardziej, ze boli mnie zab i musze isc do dentysty, ale w stanie w jakim sie znajduje, to zadanie mnie przerasta. Zeby pojsc do dentysty nalezy sie umowic, wyznaczyc termin, stawic sie w terminie. To az trzy punkty do odhaczenia, nie mam na to sily. Od kilku dni wstaje wiec i mysle o tym, ze jak tylko wypije kawe, od razu zadzwonie i sie umowie. Po kilkunastu godzinach mysle z kolei o tym, ze nastepnego dnia juz na pewno to zrobie. W nocy sni mi sie, ze prochnica pozera mi wszystkie zeby i przenika az do czaszki i czaszka sie kruszy przez moje niedbalstwo. Budze sie wiec przerazona, a potem znowu jest tak samo.

Zamiast zachowywac sie rozsadnie, ogladam serbskie filmy i placze w poduszke. Placze metaforycznie w metaforyczna poduszke. Of korsik. A w miedzyczasie czytam o jagiellonach, ale jestem juz tak rozbita psychicznie, ze zamiast wchlaniac informacje jak normalny czlowiek, to wkurwiam sie na wladyslawa za to, ze przejebal wszystkie szanse wynikajace ze zwyciestwa pod grunwaldem, i to dlatego zapewne, ze byl litwinem wiernym interesom swego rodzinnego kraju. wkurwiam sie nie troche, tylko autentycznie denerwuje, jakby chodzilo o jakiegos mojego kumpla, ktory mnie w chuja robi. Nie moge juz ze soba wytrzymac: a to wzruszenie z powodu szlachetnych zombie, a to wkurw na krola polski, ktory juz dawno przeciez zgnil. A wieczorem zatrzyk alkoholu w zyly i kolejne histerie. I dalej pierdolny dzien pierdolonego swistaka.

Za to jestem madra dziewczynka i nie umawiam sie juz z grzecznym chlopcem. Zadnym. Zaczelam jarac sie jak zwykle niegrzecznym i to jest kolejny powod do tego, zeby czuc sie oszukana i cierpiec. Czy tez wmawiac sobie, ze czuje sie oszukana i cierpie, bo tak naprawde, czy nie tego wlasnie chcialam?

21.07.2011 :: 16:34 |Komentuj (3)
Najgorsza rzecza na swiecie jest randkowanie z milym chlopcem. Siedzisz na dupie i saczysz piwo, usilujac nie kurwowac za bardzo, zeby wydac sie choc w miare mila dziewczynka. I im bardziej sie starasz nie kurwowac, tym bardziej ci sie kurwowac chce. Konczysz wiec wyrzekajac na wszystko wokolo, opowiadajac o tym, co cie wkurwia, kogo masz ochote rozpierdolic i tak dalej. A milego chlopca to nawet nie rusza. On jest zen. Chocbys nazwala go pizdusiem i dupa wolowa, nawet nie mrugnie. Ba, jeszcze zapyta, czy moze nie jest ci zimno, bo jesli tak, to moze zaproponowac bluze. Jego pierdolona uprzejmosc i kurewski dobry charakter poruszaja w tobie poklady agresji, o ktorych juz dawno temu zapomnialas. Podczas lat zakochiwania sie w niemilych-chlopcach zdolalas zakopac ja gdzies w podswiadomosci. Teraz wiec siedzisz naprzeciwko milego chlopca i jestes zdumiona. Masz ochote pieprznac go w glupi ryj, ktory usmiecha sie nieustannie do ciebie, podczas gdy jego wlasciciel opowiada o tym, jak to zostal potraktowany przez tego i owego, albo tez podnieca sie niezmiernie tym, ze na ostatniej imprezie wypil pol butelki wina. Masz ochote napluc mu w jego radosna buziuncie, kiedy prawi ci komplementy i zdajesz sobie sprawe z tego, ze w jego oczach nie jestes wcale soba, tylko jakas slodziutka pizdunia, milutka laleczka o niewinnym serduszku. Agresja agresja agresja narasta wraz z kolejnymi minutami smiertelnie nudnego spotkania. A jesli jeszcze w dodatku masz w zwyczaju rozladowywac ja poprzez calowanki-macanki, nie pozbedziesz sie milego chlopca co najmniej przez nastepne pol roku. Bedzie dzwonil i pisal i peplal o tym, jak to cie uwielbia. Bedzie sie zalil i skamlal, ze czemu nie, ze przeciez tak idealnie do siebie pasujecie. On wie, ze nie jestes zla, on odkryl twoja prawdziwa nature, gdy tylko na ciebie spojrzal. Musisz tylko przyznac sie do tego, ze jestes mila dziewczynka, a wszystko bedzie dobrze. Bedziesz spotykac sie z milym chlopcem przez rok albo dwa, a on zalozy ci na palec milutki pierscionek, a potem urodzisz mu slodziutkie bachory. I wyladujesz w kronice kryminalnej jako kobieta, ktora zneca sie nad swoja milutka, milutenka rodzinka.
19.07.2011 :: 19:53 |Komentuj (0)
skonczyla sie praca i siedze na dupie i sie rozkoszuje swoim slodkim nierobstwem. oraz wydaje ostatnia kase na chlanie oraz stanik i kostium kapielowy, w ktorym i tak sie pewnie nigdzie nie pokaze, poniewaz mam wielki bebech, bebech mutanta. to znaczy, pokazalam sie juz kilku paniom w calzedonii, bo sie za chuja nie moglam zdecydowac, w ktorym kostiumie moje faldy i zwaly tluszczu prezentuja sie najlepiej i musialam popytac.

za kazdym razem, gdy pomysle o tym, ze pewnie nie znajde zadnej pracy i zgnije na bezrobociu, od razu biegne do kuchni i przygotowuje kanapke. to sie nie moze dobrze skonczyc, o nie! co prawda poza tym pol dnia napierdalam na czyms w rodzaju stepera cwiczacego brzuchol, ale to moja jedyna aktywnosc i raczej mnie nie uratuje przed zamienieniem sie w wieloryba. mentalnie to juz nim jestem. mozg mi bowiem obrosl tluszczem nie gorzej niz brzuchol. zabieram sie za kazda pirdole przez pol dnia, a jedyny wysilek intelektualny na jaki jestem w stanie sie zdobyc polega na ogladaniu filmow. i poza tym czytam, a jakze, od tygodnia dwie ksiazki, ktorych wciaz nie moge skonczyc. jedna to opowiastka boya o krolowej marysience i jest nawet ciekawa. a druga dorwalam w auchanie gdzies pomiedzy ladowaniem do wozka kawy i zelkow a wazeniem brokulow. jej tytul to gangrena i jest tak kiepska, ze mi sie bialko w oku scina jak ja czytam. glowny bohater jest takim polskim przasnym patrickiem batemanem, ktory uzywa grafomanskich porownan z czestotliwoscia 10 na strone, a poza tym pracuje jako nauczyciel i zamiast designerskiego krawata nosi sprany t-shirt.

niech cos sie zmieni, do cholery jasnej!
31.05.2011 :: 17:36 |Komentuj (0)
28.04.11
Pisze po raz setny pierwsze zdanie tej notki, poprawiam takze po raz setny jedno z kolejnych zdan matury, ktora ma byc gotowa na jutro, a ktora gotowa nie jest, poniewaz zamiast ja pisac pol dnia przespalam, a kolejne pol ogladalam film wstret, ktory idealnie wrecz komponowal sie z moim dzisiejszym nastrojem. Dodatkowo nalezy dodac, ze pol twarzy, cwierc biurka i praktycznie cala klawiature wymazana mam krwia. Brzmi niezle. Pierwsze zdanie, wstret, krew i do tego jeszcze pustka oraz samotnosc, bo to zastalam w opolu, do ktorego wrocilam po swietach. Tyle tylko, ze poprawianie zdania nie ma znaczenia- zamowiona praca bedzie gotowa na jutro, krew pochodzi ze skaleczonego palca, ktory sobie rozwalilam wyjadajac kukurydze z puszki, a pustka opolskiego mieszkania zostanie zapelniona juz za dwa dni, gdy przyjada do mnie znajomi oraz siostra. Jestem taka mroczna, ojej!

17. 05. 11
Nie chce mi sie nic zapisywac. Jakos- to przestalo byc wazne. Nie samo zapisywanie. Przestalo byc wazne to, co sie dzieje. Laze na jakies koncerty, na ktorych upijam sie skandalicznie mala iloscia alkoholu, a potem wydzwaniam do f, majac do niego bezsensowne pretensje i wiedzac o tym, ze to wszystko nie ma juz zadnego znaczenia. Ale kiedys mialo i chcialabym ocalic chociaz czastke tego znaczenia, skoro juz nie odnajduje go w terazniejszosci. Pijana wlocze sie po ulicach i placze nad tym, ze to juz nie ma zadnego znaczenia.

A nastepnego dnia czytam o Czeczeni i czeczenskich kobietach, ktore ciezko pracuja, zbieraja zlom, zebrza, walcza o przezycie w czasie, gdy ich mezowie leza w domach i pograzaja sie w depresji. Potem te kobiety wysluchuja od mezow, ze sie postarzaly, a takze, ze smierdza (bo on zuzyl cala wode do mycia). I czytajac o tych biednych Czeczenach mam ochote przegryzc im gardla, niech zdychaja, wielcy maczo, ktorzy wstydza sie isc po wode albo ugotowac obiad, bo to zajecia odpowiednie dla kobiet, nie wstydza sie jednak zrec zdobytego przez nie jedzenia i chodzic w wyszperanych przez nie ciuchach, chociaz zdobywanie tych dobr to rzecz meska. Gdyby kobieta zostala zgwalcona, mowia bohaterki reportazy, najlepiej byloby dla niej, gdyby umarla. Bo nie ocalila honoru. Natomiast dla mezczyzny, ktory gnije w domu i pozwala, by jego zona odwala jego robote, wcale nie jest najlepiej, by umarl. Jego honor nie jest widocznie az tak delikatny.

Potem znowu kolejna impreza i fatalna ksiazka ellisa na dokladke (najlepiej sie czyta na kacu). I tak to sie toczy. A jak sie przestanie toczyc, to wroce do domu, bo znowu nikt mnie nie przyjmie do zadnej pracy, gdyz by pracowac za 1200zl nalezy miec doswiadczenie, a jak sie go nie ma, to nie mozna nikomu polecac zadnych ofert, gdyz zajecie to wymaga lat praktyki. Czy to jest wazne? Pewnie tak. Dlatego o tym nie chce myslec.

Zamiast tego bede histeryzowac z powodu swoich pretensji i odpowiedzi na nie. Bede, bo to jedyny temat, ktory budzi we mnie jeszcze jakiekolwiek emocje. Zastanawiam sie, jak to jest, ze ludzie potrafia sie tak ciagle zakochiwac, jeden zwiazek, drugi, trzeci, czwarty i tak dalej, i ciagle potrafia to w sobie wzbudzic. A moze tylko sie oszukuja, ze potrafia, to tez mozliwe. Ale przeciez nikogo nie zapytam- hej, czy kochasz swojego nowego chlopaka, czy tylko sobie wmawiasz, ze tak, bo wygodniej jednak z kims byc? Ja sie nie zakochuje od wiekow i to mnie niezmiernie smuci. Ciesze sie, ze potrafie sie jeszcze chociaz smucic, bo niedlugo i to moze sie skonczyc.

26.04.2011 :: 10:02 |Komentuj (0)
22. 03. 11
Od czasu ostatniego wpisu zgubilam: plecak z zawartoscia (ale zostal cudem odnaleziony we wroclawiu), dwa błyszczyki oraz naszyjnik, ktory dostalam na urodziny od mojej siostry. dodajmy- dostalam tego samego dnia, gdy zostal zapodziany. Teraz bede probowala go odkupic, jak tylko znajde czas na to, by udac sie na drugi koniec opolca do hm. Bede probowala, poniewaz wciaz buntuje sie przeciwko znikaniu przedmiotow. Wkurwia mnie niemozebnie to, ze probuja rzadzic zamiast poddawac sie spokojnie mojej wladzy tak jak powinny. Och, nie pojdzie wam ze mna tak latwo! nie wykiwacie mnie, pierdolone graty, bom kinia-buntownik-z-wyboru, nie mam ciekawego zycia, zajme sie wiec polowaniem na was, strzezcie sie!

To znaczy, musze przyznac, ze ostatnio jednak troche pomialam ciekawe zycie. Przez tydzien czy dwa. Ale nie chce mi sie o tym opowiadac. Wole nudzic na temat znikajacych przedmiotow oraz moich snow. To oznacza, ze choc zycie czasami bywa ciekawe, ja nie bywam ciekawa nigdy. Bunt przeciwko byciu ciekawym, to kolejny bunt, ktory uskuteczniam. Juz drugi! Jestem niemalze jak che guevara. I nawet lepiej wygladalabym na koszulkach.
A wiec, jak juz mowilam, bedzie o snach. Bo sny mnie ostatnio bombarduja. W tym znaczeniu, ze nie nawiedzaja jedynie, ale wzeraja sie w glowe i nie daja o sobie zapomniec dlugo po tym, gdy sie koncza i zostawiaja mnie (pozornie) spokojna i swiadoma. W tych snach, ktore mnie mecza, nigdy nie jestem soba. Czasem jestem jakims tam nieokreslonym bytem, nie wiadomo nawet jakiej plci i narodowosci. Bywa i tak, ze moja tozsamosc jest co prawda dana z gory, tak jak powinno byc, ale wydaje sie zaskakujaca. No bo, czemu do cholery mialabym snic o tym, ze jestem mezczyzna i w dodatku murzynem? Kabak&jej chlopak kaza mi sprawdzic ten absurdalny sen w senniku, i sennik mowi, ze powinnam ujawnic jakas prawde. Bo mnie ona meczy. I meczac mnie, zamienia mnie w jakiegos czarnucha, ktory szuka swojej rodziny po calym bliskim wschodzie. Uhum. Ale to jeszcze nic. Bo dzisiaj snilo mi sie cos jeszcze gorszego i bardziej meczacego. Snilo mi sie mianowicie, ze odginalam rzeczywistosc jak kartke papieru i docieralam w miejsca, ktore sa niedostepne dla zwyklych smiertelnikow. Tak daleko wyrwala sie ma spiaca dusza, och ach! Tyle tylko, ze za kartka papieru rzeczywistosci nie bylo wcale nic ciekawego. Jakies lasy, takie same, jakie istnieja prawdziwym zyciu, lawendowe niebo i trawa kolaca jak igly. Za to przedzieranie sie przez nadprzestrzen, czy tez podprzestrzen, nie przypominalo bynajmniej zwyklego chodzenia. Przedzieranie sie bylo prawdziwa meka, istna ateistyczna droga krzyzowa. W zwiazku z tym obudzilam sie spocona jakbym co najmniej wspiela sie na ktorys ze szczytow himalajow, a miesnie (wszystkie, nawet takie, o ktorych istnieniu nie mialam pojecia!) bola mnie do teraz. Obawiam sie, ze to nie jest normalne, obawiam sie, ze powoli wariuje, a od snow sie zaczyna.

07.04.11
Dzieje sie oczywiscie wiele. Rozne pijanstwa, klotnie, zerwania znajomosci, matury do napisania, opolskie ulice codziennie, rozmowy o przyszlosci, ktorej wolalabym nie miec (w dostepnych ksztaltach), ale ktorej nie mam sily sie sprzeciwic. Szukam w sobie tej sily, ale to wcale nie takie proste. Zaczynam siebie coraz mniej lubic, wlasnie dlatego. Ale coz z tego? Jestem smieszna, jestem zagubiona, jestem nie wiadomo kim i nie wiadomo po co. Zapelniam wiec pustke w sobie kupowaniem bezsensowanych rzeczy, ktore ciesza mnie przez piec sekund i kupowaniem ksiazek, ktore ciesza odrobine dluzej. Niedlugo bede miala wiecej odzywek do wlosow niz komorek mozgowych. Potem zasypiam, sluchajac starego jezzu i wstaje i jem omlet i ide do pracy, gdzie smieje sie ze slaskich powiedzonek. Mniej wiecej tak to wyglada. Dni zlepiaja mi sie w wielka kule dni, a ja nawet ich nie zaluje. W zasadzie, kiedy juz wypcham te pustke w sobie kremami do twarzy i sukienkami z allegro, czuje sie calkiem niezle. Przysluchuje sie wiatrowi, ktory wieje nawet wewnatrz mojej kamienicy, i mysle o tym, ze kiedy dmie wiatr, ludzie naczesciej popelniaja samobojstwa. Kiedy wieje jugo.

13.03.2011 :: 12:03 |Komentuj (8)
Chyba 26 lutego, czy cos kolo tego, nie chce mi sie sprawdzać

Wczoraj mialam okropny dzien. Najgorszy dzien we wszechswiecie. Wiem, że powinnam powiedzieć, najgorszy kiedykolwiek dotad albo coś w tym stylu. Jednak tak nie powiem. W pracy- jak zwykle. O tym nawet opowiadac nie trzeba. To znaczy, tutaj moglabym opowiedzieć, ale po co. W pracy jest tak sobie. Ani dobrze, ani zle. Ale potem ogladałam mieszkania. Mieszkania były drogimi klitami. Niektore, dla odmiany, byly bardzo drogimi klitami. Mówimy o opolu, zadupiu wszechswiata! Przemieszczalam się po miescie, którego nie znam, w temperaturze minus pierdyliard, ogladajac te drogie klity. Bylo coraz ciemniej i ciemniej a ja bylam coraz bardziej glodna. Kiedy doszłam do wniosku, że na pewno nie znajde nigdy zadnego mieszkania i do konca życia bede mieszkac u ciotki na zadupiu, na ktore ostatni autobus dociera o 22, a w weekend dwie godziny wczesniej, znalazlam sie akurat w okolicach Biedronki. Weszłam wiec do srodka i zgodnie z haslem reklamowym sklepu, które jest jednak haslem reklamowym innego sklepu, nakupowałam sobie mase slodyczy. Tanio. Nastepnie, kompulsywnie napchałam gebe orzechami w czekoladzie oraz ulubionymi zelkami wezami o nazwie sssyki. I poszłam do biblioteki, by w przerwie ogladania mieszkan znalezc kolejne mieszkania do ogladania. W bibliotece niemal rzygnelam, ale co tam! Nie straszny mi mroz, nie straszne mi lazenie po miescie w ten mroz, nie straszne mi trzyosobowe pokoje, w których miejsce kosztuje 400zl. A gdzie tam!

Nic to, czas mijał, znalazłam kilka ogloszen, ktore od biedy moglyby mnie zainteresowac, i pognalam znowu ogladac mieszkania. A konkretnie jedno takie mieszkanie. Numer 3. Patrze: 5 jest, 1 jest, a gdzie do cholery to trzy? Dzwonie więc do dzieweczki, z ktora sięe umawialam. Ona mnie instruuje: prosze wejsc w brame, potem prosto, w tym placyku to w lewo, i juz bedzie 3, mieszkanie 28. No to wlazlam i szukam. Szukam, szukam, okularow oczywiscie zapomnialam, to slepie jak kret. A tutaj nagle podlazi do mnie dziewczyna i mowi: ty przyszlas ogladac mieszkanie? No to ja, ucieszona, że owszem tak, to ja. Ale widzisz, nie moge znalezc tej 3, no nie mam pojecia gdzie ona jest. Ona mnie prowadzi- do 5. No wiec ja znowu, że jakaś nieprzytomna chyba jestem, gubie sie. Mam nieprawidlowe liczby pod makowka, zwariowalam chyba. Ona, ze nie ma sprawy, kazdemu sie zdarza gubic, miec nieprawidlowe liczby pod makowka i wariowac. Wlazimy, dziewczyna pokazuje mi klitę jedynkę za cztery stowy, wiec super. pokazuje reszte mieszkania- wyglada normalnie. To znaczy, lazienka wygalda jak lazienka a nie jak eksponat z muzeum ZSRR, meble wygaladaja jak meble, wykladziny sa fatalne, ale nie smierdza itd. Pokazuje tez wspolokatorki- sa sympatyczne i mlodsze ode mnie o 5 lat, wszystkie! Gadamy troche, okazuje się, że jedna to studiuje filologie serbską, co za przypadek! Decyduje się na to mieszkanie, i wtedy dzwoni do mnie telefon. Jakas laska pyta o to, gdzie ja jestem i kiedy przyjde. Nie mam pojęcia o co chodzi. Ja? Przeciez jestem w ostatnim mieszkaniu, które miałam zaplanowane na dzisiaj. Nigdzie sie juz nie wybieram, moze tylko do wawelna na zadupie. Ona mowi, że nie, nie jestem w ostatnim mieszkaniu, ktore mialam zaplanowane. Bo mialam przeciez do niej jeszcze przyjsc. Malo tego, bylam juz zaraz obok. Tak mowi, i jeszcze, że byłam juz pod blokiem juz, kamienica numer 3. No i sie okazalo, że trafilam w inne miejsce niz powinnam byla trafic. Ale tamto, gdzie powinnam, to bylo miejsce w pokoju w takiej samej cenie jak jedynka tu gdzie jestem (co, przyznam, zdziwilo mnie nieco, bo pamietalam, ze miala byc dwojka, ale uznalam, ze z pewnoscia po prostu doznalam amnezji, zdarza sie), wiec w ogóle nie ma o czym gadac. I jeszcze ta filologia serbska, no to z pewnoscią przeznaczenie lub cos w tym stylu.

Do tego momentu było dobrze, bylo dobrze jeszcze wtedy, gdy opowiadałam o tym wszystkim mamie, stojac na zimnym przystanku i wpieprzajac slodycze. A potem stalo się gorzej- zle wrecz, moze nawet okropnie. I nie wiem dlaczego. Po prostu nagle poczułam sie strasznie nieszczesliwa w tym moim zyciu, wewnatrz niego, och i ach! Nieszczesliwa przeokrutnie w tym miejscu, z taka pracą, z taka mną. To nie moje miejsce, nie moga praca i nie moja ja! I jeszcze te studentki pierwszego roku, ktore jeszcze maja przed sobą wszystkie wybory. Ktore mają swoich chłopakow i kochają wlasnie pierwszy raz na serio (moze wcale nie pierwszy raz na serio, ja o tym nie wiem, ale wymyslam to sobie, zeby bylo bardziej dramatycznie). Ja też kiedys byłam na pierwszym roku! Tez miałam przed soba wszystkie wybory! Tez mialam chlopaka, którego kochalam pierwszy (i ostatni?) raz na serio! A teraz co mam? Polowę wyborów za soba, wiekszosc nawet nie została wybrana (zdanie godne mistrza prozy, poezji i jezykowej ekwibrystyki), bo zostwiłam je ot tak sobie, niech leza i sie same wybieraja. Poszukiwanie (po raz kolejny) mieszkania za 450zl maks, co w moim wieku jest juz nieco zalosne. Prace, ktora troche jest fajna, a troche nie, ale w kazdym razie tylko na chwile- a co potem, to już wielka niewiadoma. Oraz przeswiadczenie, że juz nigdy (nigdy przenigdy) nie chce miec chlopaka, którego bym kochala obojetnie ktory tam raz na serio badz nie. To własnie mam, tyle udalo mi sie osiagnac przez ostatnie 5 lat. No i jeszcze dokładnie 487 przeczytanych ksiązek, z ktorych ponad polowy ni chuja nie pamietam oraz około pieciuset obejrzanych filmów, ktorych dla odmany takze nie pamietam. I przyjeciele, którzy zostali w krakowie, albo czestochowie, albo gdzies jeszcze indziej. To dorobek mojego zycia, zaiste imponujacy.

Rozmyslalam wiec o tym wlokac się do domu, a gdy przekroczyłam jego prog (o godzinie 21) ciotka ze zloscia powiedziała do mnie: wiesz co, moglas chociaz napisac smsa, ze bedziesz pozniej. No i wtedy ostatecznie juz zdebialam. Yyyy, ze co? Ze smsa? Ze pozniej z pracy wroce? Ze o dwudziestej pierwszej? Ze, czy mi się cos pomyliło, czy ja oby na pewno mam prawie 25 lat, czy może jednak mam 15? Dostalam sie w jakas w kosmos wyjebana czasoprzestrzenna dziure, odkrylam umiejetnosc podrozy poprzez wieki, jak tylko mi sie zachce to sie przeniose (hop siup) i sprawdze, co ciekawego bede robic w wieku 30, 40 i 70 lat (o ile tych wszystkich lat dozyje, kto wie). Potem jeszcze okazalo się, ze mojej siostry nie bedzie w domu w weekend, i to była informacja, ktora przewazyla szale goryczy i przerwała tame na rzece kini. Przerwanie tamy polegało na tym, że napisalam jedna strone opowiadania, jego poczatek, po raz pierwszy od nie wiem ilu lat, ale wielu. Oraz jeszcze polegalo na tym, ze ryczalam. Choc ryczalam, to chyba za malo powiedziane. Lkalam, plakalam, zawodzilam, zanosilam sie czyms tam, spazmowalam, rozmazywalam makijaz na twarzy i poduszce. I dzwoniłam do kabaka i sie jej zwierzalam ze swoich zalosnych lekow i niepokojow, ale nie tych, ktorymi naprawde sie przejmowalam, tylko jakis innych, zastepczych, tych, o ktorych napisalam takze tutaj. Bo te prawdziwe to jeszcze glupsze sa i bardziej wstydliwe. W kazdym razie zwierzalam sie i znowu ryczalam i tak w kolko.

Opowiadanie (a wlasciwie jego poczatek) oczywiscie bylo kiepskie, ale za to ryczenie wychodzilo mi wspaniale, przewspaniale! Powinnam czuc sie bardzo dumna z tego, jak cudownie udalo mi sie udoskonalic te jakze przydatna umiejetnosc w ciagu ostatnich pieciu lat. Ale jakos nie czulam sie dumna, nie wiem czemu. Zamiast tego zasnelam i mialam koszmary na temat tego, ze moje paznokcie wygladaja jak paznokcie zulicy, sa brudne i z widocznymi oznakami grzybicy. Kiedy wstalam, bylo jeszcze bardzo wczesnie. Mialam wiec czas- cala mase czasu na to, by sie obmywac, zamalowywac, wypelniac kofeina i tak dalej. Wykorzystywalam ten czas skwapliwie, caly czas rozmyslajac. O tym, jakie to mam straszne zycie, a jakze! Jakie zawsze bylo okropne (choc prawde mowiac, to nieprawda), jakie okropne jest i jak chujowe pozostanie. Potem o tym, jak to kiedys jeden moj byly mnie zdradzal, a ja o tym nie mialam pojecia, taka jestem latwa do nabrania pizdeczka! I, poniewaz o tym nie wiedzialam, jak nie czulam do niego nic (chwilowo) to sobie mowilam: no kiniu, ty cipo, musisz go kochac, zobacz jaki jest ladny, jaki jest zabawny i jaki jest uczciwy, kochaj go, no! Tak sobie mowilam, a nic nie wiedzialam o tym, ze w tym samym czasie ten uczciwy mnie robil w chuja. Jakaz ja bylam zalosna, ze nie wiedzialam, jakaz jestem zalosna, ze teraz o tym mysle! I jeszcze rozmyslalam o tym, jak jedna laska z moich studiow, ale oczywiscie nie z serbskiej, opowiadala na angielskim o swoim chlopku- muzulmaninie, ktorego jej rodzice nie akceptuja, choc go nie znaja, i ze nietolerancja jest przerazajaca, uprzedzenia sa przerazajace, wszystko jest przerazajace! A my jej mowilysmy, ze sie nie dziwimy rodzicom, a ona na to, ze nietolerancja jest przerazajaca,uprzedzenia sa przerazajace i wszystko inne tez. Rozmyslalam o niej i zastanawialam sie o tym, jak sie dalej potoczyly jej losy, jak juz zaszla w ciaze z tym nieakceptowanym wyznania muzulmanskiego. Czy jest szczesliwa i czy dalej uwaza tak samo, jak kiedys na angielskim, ze uprzedzenia i tak dalej, czy moze juz nie. Moze tak? A moze nie? Dodatkowo, rozmyslajac, usilowalam zamaskowac jakos swoja zmeczona niewyspaniem i koszmarami, placzem i histriami biedna, naprawde przebiedna cere, charakteryzujaca sie nadmiernie rozszerzonymi porami, a takze reszte twarzy, to znaczy zaczerwienione spojowki i podkrazone oczy. To wszystko tak mnie zaabsorbowalo, ze spoznilam sie na autobus, a tym samym spoznilam sie takze do pracy, dokladnie 45 minut i nie wiem ile sekund. Co tym bardziej utwierdzilo mnie w przekonaniu, iz nie narzekam wcale bez powodu, tylko z bardzo waznych powodow. Mam tysiac uzasadnien faktu, iz musze, MUSZE narzekac. Na przyklad kiedys ktos mnie zdradzal, teraz zarabiam dokladnie 890zl miesiecznie, mam zmeczona cere, a poza tym wlasnie spoznilam sie do pracy. Przez reszte dnia snulam sie po instytucie jak zombi z amerykanskiego horroru i bezmyslnie wklepywalam rozne dane, czytalam bajki i szukalam potwierdzen jakis tam slow. Potem nie wiem, co bylo, ale z pewnoscia nic waznego.

4 marca 2011

Siedze w nowym pokoju. Pokoju-klicie, ale calkiem przyjemnej, w ktorej sie juz zainistalowalam. Co oczywiscie nie oznacza, ze ja urzadzilam. Nie wiem, co ze mna jest, czemu tak jest, ale choc bardzo podobaja mi sie te wszystkie studenckie spersonalizowane pokoiki, w ktorych mieszkancy przyczepiaja na scianach jakies plakaty, reprodukcje zgodne ze swoim gustem, a na polkach ustawiaja bibeloty, zaznaczaja przestrzen, tworzac sobie swoje-wlasne-osobiste miejsce do zycia, to jednak sama nigdy nic nie przyklejam i nie ustawiam. Oczywiscie planuje. Zawsze. Ogladam jakies poduszki, plakaty sprzedawane w internecie, stare zegary i zdjecia, i na tym sie konczy. Dobrze jest, jesli w ogole rozpakuje swoje ubrania z toreb i torby te upchne pod lozkiem, bo czasami i tego nie robie. A wszystko dlatego, ze gdybym sie calkiem rozpakowala, gdybym powiesila ten plakat i ustawila cos na polce, cos tylko do ozdoby, to moglabym przypadkiem poczuc, ze ten pokoj, w ktorym tymczasowo spie, jem, slucham muzyki, w ktorym laduje swoja komorke i ogladam filmy na zdezelowanym laptopie, to jest MOJ pokoj, moje miejsce. A wcale nie chce tego poczuc. Wole miec przez caly czas wrazenie, ze jestem w tym miejscu, w ktorym aktualnie przebywam, tylko tymczasowo. Na chwile, na pol roku, moze rok. A potem bede zupelnie gdzies indziej. W nowej klicie rozloze swoje retro sukienki, pseudo-meskie t-shirty nienawidzone przez moja matke, majtki, staniki i kilka ksiazek, ktore akurat ze soba przytargam. A kiedys, ktoregos dnia, moze MOZE poczuje, ze to wlasnie to miejsce, gdzie chce miec ten nieszczesny plakat, jakies zdjecie i ozdobna poduszke. Ale jeszcze nie tu, nie teraz, nie!

9 marca 2011

Przedmioty wokol mnie sie buntuja. Najpierw znajduje swoja koszule- rozpierdolona totalnie, nie wiadomo czemu i jak. Po prostu lezy sobie i jest rozwalona, jakby ja chwycil w zeby dziki zwierz. Nastepnie zakladam spodnie i okazuje sie, ze na dupsku jest dziura. Moje kochane ubrania, co z nimi jest? O ja nieszczesna, nie mam ich zbyt duzo, i malo co mi sie podoba, a juz na pewno malo co na moja kieszen mi sie podoba, co ja poczne, kiedy zaczna sie systematycznie rozpierdalac? W dodatku nie chodzi o zadna starosc, nic z tych zreczy, bo koszule mialam na sobie dopiero dwa razy. O co wiec chodzi?

Nastepny w kolejce jest kubek. Przewoze go do nowego mieszkania, otwieram torbe i kubek jest rozbity. Plask, juz go nie ma. Co jeszcze? Jeszcze jednego dnia patrze: sa moje rekawiczki. Potem ide pic, z golymi dlonmi, bo jest cieplo. A kiedy sie budze nastepnego dnia: rekawiczka jest juz tylko jedna. Zaczynam myslec, ze zwariowalam. Zagielam jakis wymiar, dzieja sie niezwykle rzeczy wokol mnie. Rozmyslam o tym idac do pracy. A kiedy z niej wychadze, okazuje sie, ze nie mam breloczka na klucze. Ot, tak po prostu, zniknal, wyparowal. Klucze sa, breloczka nie ma. Oderwal sie pewnie gdzies po drodze, ale kiedy i jak? I jak to sie stalo, ze tego nie zauwazylam?

Siedze wiec, pije kawe i rozmrazam mieso na obiad. Cos tam czytam, czegos tam slucham, a tak naprawde czekam. Co nastepne? Co sie stanie? Czy ktos mnie ostrzega w ten sposob, czy ktos mi moze mowi- poczekaj, zaraz i ty znikniesz? Uczucie jak w japonskim horrorze, kiedy zaczynaja sie juz dziac rzeczy dziwne, ale jeszcze nie bardzo dziwne, i nie bardzo przerazajace, bo mozna je wytlumaczyc racjonalnie- wyjatkowa okresowa niezdarnoscia, przedwiosniem wysysajacym sily intelektualne i nie pozwalajacym sie skupic na tym, by ograniac jakos przestrzen wokol siebie, kazda rzecz z osobna pilnowac. Czekam wiec, usiluje byc skupiona, by nastepnym razem, kiedy przedmioty sie zbuntuja, zauwazyc to i odnalezc przyczyne.

pupupidu

2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



znajomi
juz nie tak bardzo ambitny, mojej siostry byly chlop lubie jego prace

lubie
nr 1 ksiezniczka gryzie palce kocham go. czytac..

przydatne linki serbia. o kobietach. tu spedzam pol zycia. /


ogladaj
cudowna dita lata 20 ladne z przeszlosci dziewczynka z retro odkurzaczem najlepiej nosi szorty ulubione retro szmaty jaram sie fotami najbardziej urocze dwudziestokilkuletnie emerytki prostota rzadzi